Search
  • Anna Schreibert

Niedoskonałość jako forma perfekcji – brzydota w piękności czy piękno w brzydkości.

Jak już wspomniałam na tej tutaj mojej własnej stronie internetowej, pracuję z wydawnictwem Sorus nad moją książką z wierszami, czy jak kto woli, nad moim tomikiem poezji.


Nie jestem zwolennikiem tego sformułowania, bo mam wrażenie, że tomik poezji jest dla wybranych, a ja myślę, żę moja książka z wierszami jest dla wszystkich.... dla wszystkich, którzy chcą ją przeczytać.


W związku z tym, jak każdy szanowany autor, potrzebuję zdjęcie na okładkę. Zdecydowałam, że będzie to profesjonalnie zrobiona fotografia. Skoro ma należeć do okładki mojej książki, to chciałam, żeby książka była ze mnie dumna. Wygrzebałam z szafy czarną marynarkę i białą bluzkę. Teraz, kiedy o tym myślę, to jestem zaskoczona takowym wyborem. To zupełnie jak nie ja, a jednak właśnie to ubranie wydawało mi się stosowne do okazji – przedstawienie siebie ze stosownym szacunkiem dla odbiorcy.


Wpojone przez lata przekonanie o właściwym doborze garderoby na ważne okazje, niezaprzeczalnie odcisnęło piętno na mojej podświadomości. Czarna marynarka i biała bluzka!


Pan fotograf nie mógł wyjść z zachwytu kiedy mnie ujrzał, ahy i ohy, jak pięknie wyglądam i jak swoją urodą przyćmiewam światło w sudio. W duchu przewróciłam oczami, ale uśmiechnęłam się i podziękowałam za komplement. W końcu matka dobrze mnie wychowała!


Cała sesja zdjęciowa nie trwała długo, po 30 minutach pan fotograf uznał, że ma wystarczająco dużo materiału na usatysfakcjonowanie mojej książki... i mnie.


Ale dla mnie coś było nie tak. Czułam się spięta, choć nie miałam żadnego powodu ku temu. Nie potrafiłam się odnależć pomiędzy dwoma parasolkami i jasnymi reflektorami skierowanymi w moją twarz.


Niewygodnie trudno stało mi się odwróconej w prawo, jeszcze mniej komfortowo, gdy patrzyłam w lewo. Wszystko było dziwnie nie tam, gdzie trzeba. Ucieszyłam się, kiedy skończyliśmy. 30 minut wydawało się o pół godziny za długo. Chciałam już z tamtąd wyjść.


Kilka godzin później pan fotgraf przesłał mi link do moich zdjęć. Miałam wybrać jedno, maksymalnie dwa, które pójdą do retuszu, aby stać się perfekcyjne.

Patrzyłam na te zdjęcia i wiedziałam, że to ja, chociaż patrzyłam z nich jak nie ja. Ta marynarka i biała bluzka nie należały do mnie, nie należały do tego momentu. Absolutny brak spójności, jakby moją głowę ktoś włożył w inne ciało. Wiedziałam już, że te zdjęcia na okładce książki na pewno się nie znajdą, ani jedno, ani pół.


Jednak, aby pan fotograf dokończył swoją pracę, musiałam wybrać zdjęcia. Wybrałam dwa.

Po godzinie jedno z nich było gotowe. Przyszło emailem. Nie jestem w stanie opisać mego zdumienia i zaskoczenia, mieszanych uczuć jakie mi towarzyszyły, gdy otworzyłam plik. Muszę Wam to pokazć.

Oto dwa zdjęcia, po lewej - przed, po prawej – po.



Czy pan fotograf zmienił zdanie i uznał, że moja uroda wymaga ingerencji noża Photoshop?? Czy pan fotograf „udoskonalił” mój wizerunek w taki sposób, jaki mnie widział, czy chciał widzieć??


Zaniemówiłam!


Naprawdę rzadko mi się to zdarza, ale potrzebowałam kilku minut by sformułować zdanie.


Grzecznie, ale dobitnie odpisałam, że nie muszę wyglądać jak 25-cio letnia kobieta, wcale nie chcę.

Chcę być sobą, chcę wyglądać jak JA.


Pan fotograf po godzinie przesłał mi drugie zdjęcie dodając, że nie włożył w to wiele pracy. Potraktowałam to jako komplement.

Zobaczcie o czy mówię:



Ja naprawdę lubię siebie. Wiem, że to brzmi niemodnie w dzisiejszym świecie, gdzie większość kobiet chce wyglądać jak z okładki pisma dla pani domu.

Czy jest na ten wygląd jakiś szablon? One wszystkie wyglądają tak samo! Czy jest jakaś tajemnicza książka wyglądu, o której tylko ja nic nie wiem?

Czy ta książka jest podobna do książki kucharskiej? Oprócz samego przepisu jest jeszcze zdjęcie, wyraźnie sugerujące jak potrawa powinna się prezentować. Jak nie wygląda tak samo po ugotowaniu, to dopada depresja!

Jak wrzucić na Instagram taką niedorobioną zupę?!


Filtry!


Recepta na cud!


Podkręcasz kolor, intensywność, ostrość. I nagle wszyscy zazdroszczą Ci talentu kulinarnego, w pewnych kręgach uchodzisz nawet za szefa kuchni. A to była zwykła pomidorówka podawana z krakersami.


Czy pan fotograf, głęboko zaangażowany, wręcz zanużony po uszy w branży fotograficznej uznał, że mnie, jako tą moją zwykłą pomidoówkę, należy przepuścić przez filtr, aby nadawała się do skonsumowania??


Ale może ja chcę być tą moją zwykłą pomidoówką bez filtra. Absolutnie niedoskonałą, może niewystarczająco pomarańczową, ale jakże smaczną. Jedyną w swoim rodzaju. Kiedy zamkniesz oczy i włożysz pierwszą łyżkę do buzi, to wiesz, że jest najpiękniejsza na świecie. Smak zabarwia wygląd, właściwie smak definiuje wygląd, kompletnie zmienia odbiór na atrakcyjnie wyśmienity. Zwyczajna, przepyszna pomidorówka jest najpiękniejszą zupą na świecie!


Szkoda, że nie da się przefiltrować osobowości, nie ma technologicznie zaawansowanego filtra na energię. Gdyby takowy istniał, to pewnie okazałoby się, że niektórzy są nie do ruszenia, żaden filtr nie działa!


Jeżeli jeteś piękny w środku, to ta piękność przyćmiewa i poleruje zewnętrzne niedoskonałości. Jeżeli nie jesteś urodziwy wewnętrznie, to daj znać, podam numer do mojego fotografa, on jest doskonały, ma wszystkie filtry wygładzające powierzchowność.

36 views